Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2010

Zostawiłem samochód w mieście. Mam nadzieję, że jutro jeszcze tam będzie. Wróciłem piechotą, nawet szybko mi poszło i nie straciłem czasu na stanie w korkach :-). Przebijając się przez śnieżne zaspy mijałem kolejne klony rozpromienionego prezydenta od dróg. Wyglądał na zadowolonego, choć chyba nie powinien. Swoją drogą ciekawe czemu oryginał zapadł się pod ziemię, a raczej pod śnieg. Jeszcze niedawno nie było dnia żeby nie błyszczał na konferencjach prasowych, obarczając winą wszystkich za wszystko albo chwaląc się byle czym. Teraz go nie ma. A szkoda, bo przecież jest okazja żeby się pochwalić. Cóż widać nie starcza odwagi, by dziś porozmawiać z łodzianami.

Reklamy

Read Full Post »

Od dawna znajomi namawiali mnie na pisanie bloga. „Nie piszesz, nie istniejesz” – mówili. Broniłem się długo i skutecznie. A niby o czym miałbym pisać. Sprawy prywatne wolę zostawić dla rodziny, dobrze nam w ciszy, z dala od zgiełku i paparazzi. Z kolei o polityce rozmawiam aż za często. Nawet mnie samego czasem już trochę to nudzi. Zresztą piszą inni, co pióro mają lżejsze, a język bardziej giętki. Im bardziej mnie namawiano, tym bardziej odmawiałem. Już taki mam przekorny charakter. Zresztą była kampania wyborcza. Zacząć blogować z powodu kampanii, to znaczy skończyć po jej zakończeniu. To przecież bez sensu. Ale kampania już minęła, a przyjaciele przestali mnie namawiać. Więc chyba najwyższa pora zmienić zdanie. Właśnie zaczyna się kolejna kadencja Rady Miejskiej. A to świetna okazja na postanowienia i nowy początek. No to sobie w tej kadencji trochę poblogujemy. Może jednak kogoś to zainteresuje!

Read Full Post »

Czy na nasze miasto ktoś rzucił klątwę?” – pyta jeden z czytelników Gazety Wyborczej. „Miasto przemocy i rozpaczy” pisze z kolei prozaik Tomasz Piątek. Tymczasem Łódź nie jest ani miastem złym, ani wybranym, jest normalnym miejscem, w którym życie przynosi zarówno tragedie, jak i wielkie sukcesy. To od nas samych zależy, czy damy sobie przykleić etykietę „Miasta mordów”, czy też będziemy potrafili zbudować wizerunek „Miasta kultury”. Czy będziemy nazywani „Złym miastem”, czy raczej „Ziemią obiecaną raz jeszcze”. Jesteśmy w bardzo niebezpiecznym momencie. Splot niekorzystnych zdarzeń może wdrukować w społeczną świadomość stereotyp, który choć będzie kompletnie oderwany od rzeczywistości, za to trudny do zmienienia przez dziesięciolecia. Nie wolno się na to zgodzić.

Podobne dyskusje toczyły się w Łodzi od czasów jej błyskawicznego wielkoprzemysłowego rozwoju. Już w 1911 roku popularny łódzki pisarz Zygmunt Bartkiewicz wydał książkę zatytułowaną „Złe Miasto”. Jego negatywny obraz Łodzi początku XX wieku zaczął się wówczas niemal stawać synonimem nazwy miasta. Ten, utrwalany przez różne stereotypy, wizerunek tkwi u niektórych w sposobie myślenia o Łodzi aż po dzisiejszy dzień. Wiele osób nie godzi się z takim postrzeganiem Łodzi.

Już w okresie międzywojennym z takim obrazem stanowczo walczył ówczesny Naczelnik Wydziału Statystycznego łódzkiego magistratu, mój Dziadek Edward Rosset. Swoją monografię zatytułował „Łódź. Miasto pracy” przeciwstawiając się określaniu Łodzi mianem „złego miasta”. Choćby z tego powodu czuję się w obowiązku podjąć polemikę z tymi, którzy tylko narzekają, uważając Łódź za miasto przegrane, nad którym krąży jakieś fatum.

Ich negatywne odczucia nie biorą się oczywiście znikąd. Nie sposób nie dostrzegać ich przyczyn. Wszak Łódź, choć pod względem wielkości jest dziś trzecim co do wielkości miastem w Polsce, to pod względem jakości i poziomu życia pozostaje sporo w tyle. Ale to nie jest powód do załamywania rąk i czarnowidztwa, raczej ogromne wyzwanie i szansa na dostrzegalny sukces. Przypuszczam, że nawet malkontenci dzielą się swoimi przykrymi odczuciami z troski o miasto i tęsknoty za niespełnionymi marzeniami. Nie tędy chyba jednak droga, bo to czego brakuje nam bardzo to swoiste poczucie dumy z bycia łodzianinem. Kto inny niż my sami ma zachwalać Łódź? Na krytykę się nie obrażajmy, ale zostawmy ją innym.

Łódź potrzebuje radykalnej zmiany, wręcz rewolucji w myśleniu o zarządzaniu miastem. Przyciąganie inwestorów, tworzenie miejsc pracy, rozwój komunalnej infrastruktury, to wręcz rutynowe już działania każdych władz samorządowych. Ale nade wszystko musimy się wyróżniać i budować własną oryginalną tożsamość. Nie jesteśmy jednym z wielu przeciętnych podobnych do siebie miejsc. Ogromna siła tkwi w unikalnej historii naszego miasta. Nie ma już powrotu do dawnej Łodzi, ale w oderwaniu od przeszłości nie zbudujemy przyszłości jakiej oczekujemy. Zwłaszcza teraz, w obliczu jednoczącej się Europy, wielokulturowy dorobek Łodzi jest niezwykłym atutem. Dobrze wykorzystany nie tylko powinien przyciągnąć fundusze pomocowe, ale przed wszystkim wprowadzić miasto na główną pozycję na turystycznej mapie Polski. To nieprawda, że Gdańsk, Warszawa czy nawet Kraków są atrakcyjniejsze. Musimy jednak bardziej zadbać o turystyczną infrastrukturę i wyeksponować perły, którymi dysponujemy, a które nawet wielu łodzianom nie są znane. Tak pięknego i poruszającego żydowskiego cmentarza nie znajdzie się nigdzie na świecie; jeśli uratujemy Księży Młyn i nie przepędzimy duchów Scheiblerów, Grohmanów czy Herbstów, to nikt nie oprze się jego urokowi. Nowe Centrum nie musi wcale być tylko nierealną wizją. Te miejsca warte są każdych pieniędzy. Zresztą pieniędzy, które szybko się zwrócą. Turystyka wszakże nakręca koniunkturę, przynosi zyski, miejsca pracy i przyciąga nowych inwestorów nawet chyba bardziej niż instrumenty finansowe stosowane przez lokalne władze.

Nikt do Łodzi nie przyjedzie jeśli nie będzie mógł do niej łatwo i bezpiecznie dotrzeć. Wciąż przeraża stary żart-zagadka. Co to za miasto które główne dworce ma w Koluszkach i Kutnie, węzeł kolejowy w Karsznicach, a lotnisko w Warszawie, a na dodatek ma tylko dwie litery? Szydercze rozwiązanie brzmiało: to miasto „UĆ”. Rozwój portu lotniczego, budowa autostrad i wygodne połączenia kolejowe nie tylko z Warszawą to absolutny priorytet, przekraczający możliwości władz lokalnych i wymagający wielkiej aktywności „łódzkiego lobby”. Na marginesie, czy naprawdę tak trudno musi być łódzkim elitom, głównie tym politycznym (choć nie tylko im), spotykać się i jednoczyć wokół najważniejszych spraw?

Wreszcie solą każdej społeczności są ludzie, zwłaszcza Ci wybitni. W historii Łodzi było i jest ich nader wielu. Często przybyli do nas z innych stron, wzbogacając miasto o swój dorobek, a przecież mogliby mieszkać gdziekolwiek indziej na świecie. Czy aby robimy wystarczająco wiele żeby mogli dostrzec, że Miasto ich docenia, że cieszy nas ich wybór swojego miejsca na Ziemi, że chcemy by z nami zostali i czuli się prawdziwymi ambasadorami Łodzi w świecie? Czy potrafimy wystarczająco wykorzystać ich obecność?

Read Full Post »

%d blogerów lubi to: