Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2015

fotourna

Zaczęło się już końcowe odliczanie do wyborów. Politycy PiS powoli przymierzają się do rządowych gabinetów starannie tłumiąc wszelkie przejawy przedwczesnego triumfalizmu, by nie wystraszać z takim trudem pozyskanych umiarkowanych wyborców. Aktywiści Razem poderwani niespodziewanym sukcesem swojego nieznanego szerzej lidera, próbują rzutem na taśmę dołączyć do finiszującej stawki lepiej zorganizowanych konkurentów. Kandydaci ze średnich ugrupowań nerwowo zerkają na ostatnie sondaże, mając nadzieję, że wyborczy próg nie okaże się gilotyną dla ich partii. Platforma coraz bardziej zadziwia dość rozpaczliwie starając się ratować przed nieuchronnie nadchodząca katastrofą.

Straszenie PiS-em już nie działa, o czym najboleśniej przekonał się prezydent Komorowski, a apelowanie by nie głosować na mniejsze partie premierowi nie tylko nie przystoi, ale wręcz go dyskredytuje. Ewa Kopacz kierując się partykularnym interesem własnej partii podważa fundament naszej demokracji – prawo obywateli do swobodnego wyboru. Chce zastąpić system wielopartyjny, dwupartyjnym.

To niezwykle szkodliwa propozycja. Z różnicy poglądów ucierają się najlepsze rozwiązania. Trzeba tylko umieć rozmawiać, czego niestety wielu polskich polityków nie potrafi. Parlament jest najlepszym miejscem na taką dyskusję. Lepiej jeśli różne środowiska się w nim znajdą. Każde proporcjonalnie do swojego poparcia. W przeciwnym wypadku będziemy coraz bardziej tracić zaufanie do państwa, a dyskusja będzie przenosić się na ulice. Nie takiej Polski chcemy.

Premier mija się także z prawdą. Gdyby jej wołanie zepchnęło pod wyborczy próg którąkolwiek z partii, największą korzyść odniosłoby właśnie Prawo i Sprawiedliwość zgarniając co najmniej połowę, a najprawdopodobniej dużo więcej z mandatów, które mogą przypaść średniakom. W interesie wyborców krytycznie spoglądających na partię Jarosława Kaczyńskiego jest, by wszystkie mniejsze komitety zdobyły miejsca w Sejmie.

Głos mam tylko jeden. Już zdecydowałem na kogo go oddam. Ale kibicować będę także niektórym konkurencyjnym do wspieranego przeze mnie ugrupowania. A moja rada jest wspólna dla wszystkich. Głosujcie tak jak wam serce podpowiada i wybierajcie zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Reklamy

Read Full Post »

Starcie ośmiu komitetów była dużo ciekawsze od nudnej debaty Szydło – Kopacz. Z przedstawicieli poszczególnych partii udało się wyciągnąć trochę konkretów i zobaczyć pomiędzy nimi wyraźne różnice. Trudno jest obiektywnie ocenić kto wyszedł telewizyjnego studia z tarczą, a kto na tarczy. Każda pliszka swój ogonek chwali, więc każdy ze sztabów ogłosi swoje zwycięstwo, skrytykuje bezpośrednich konkurentów, a ewentualnie pochwali tylko tych co mu nie zagrażają. Komentatorzy też mają swoje sympatie.

Dla mnie, i nie jestem chyba w swoim osadzie odosobniony, niekwestionowanym zwycięzcą jest Adrian Zandberg z Razem. Był konkretny i wiarygodny. Choć jego socjalistyczne poglądy pewnie doprowadziłyby gospodarkę do ruiny, to zaprezentował się jak prawdziwy lider, który wierzy w to co mówi. Zupełne przeciwieństwo jego partyjnej koleżanki, która dzień wcześniej w debacie organizowanej w programie Tomasza Lisa wypadła najgorzej ze wszystkich. Jest już jednak chyba za późno żeby błyskotliwy występ Zandberga pozwolił Razem na wprowadzenie swojej reprezentacji do Sejmu. Nie da się w jeden dzień zwiększyć poparcia z 1 do 5%. Ale może pozwolić zdobyć 3%, a tyle wynosi próg, który zapewnia partiom finansowanie z budżetu państwa. foto

Najsłabiej wypadł Kukiz. Kłótnie z dziennikarzami, narzekanie i brak konkretów. Zdumiewające jak ktoś, kto uzyskał 20% w wyborach prezydenckich tak łatwo potrafi roztrwaniać swój kapitał. Kukiz jeszcze kilka dni temu ogłaszał, ze po wyborach poprze rząd Prawa i Sprawiedliwości, teraz co chwila przytakiwał Korwinowi-Mikke powtarzając w kółko „Pan Janusz ma rację”. To tak jakby zachęcał swoich potencjalnych wyborców żeby przerzucili swój głos na PiS albo Korwina.

Blado wypadła tez pani premier. Nie mogła nie wziąć udziału w tej debacie, choć z pewnością była ona jej nie na rękę. Zyskać mogła tylko wtedy gdyby odbierające Platformie mniejsze partie wypadły słabo, a te akurat radziły sobie całkiem dobrze. Każdy gest ciała Ewy Kopacz mówił: „Co ja tutaj właściwie robię”. Nic dziwnego, cała debata była zaprzeczeniem głównego przekazu Platformy, próbującego zasugerować, ze jest ona jedyną alternatywą dla PiS. Za to Beata Szydło kopiując strategię z poniedziałkowej debaty swój cel osiągnęła. W dwóch meczach nie stracić żadnej bramki – takie zadanie zapewne zostało jej wyznaczone. Unikając wchodzenia w spór i budzące emocje tematy obroniła pozycję lidera. Czy to się podoba czy nie nic już wyborczej wygranej PiS-owi odebrać nie pozwoli. Pytanie tylko jak wysokie to zwycięstwo będzie.

Mniejsze ugrupowania starały się wykorzystać swoja ostatnia szansę na pozyskanie niezdecydowanych wyborców. I każdej z nich innym sposobem to się udało. Barbara Nowacka uwodziła swoim spokojem i niezwykłym osobistym urokiem. To budzi sympatię, choć nie jestem pewien czy w polityce jest wystarczające. Ryszard Petru konkretami i profesjonalnością. Janusz Korwin-Mikke swoim tradycyjnym kontrowersyjnym stylem, których jednych oburza, a innych bawi. Janusz Piechociński próbując pokazać, ze jest bardziej merytoryczną niż polityczną częścią rządu.

Głosowanie już w niedzielę. W odróżnieniu od poprzedniego, tym razem wybór naprawdę jest spory. Nie jesteśmy już skazani na wybór tylko miedzy dwoma partiami. Nie musimy wybierać mniejszego zła. Można zagłosować za, a nie przeciw. Każdy ma możliwość znalezienia oferty, która będzie mu odpowiadać. To wielka przewaga systemu wielopartyjnego nad dwupartyjnym. Warto to wykorzystać.

Read Full Post »

Nieciekawa debata tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że w tych wyborach nie powinno się wybierać pomiędzy PO i PiS.

Właściwie nie musiałem jej oglądać. Od dłuższego czasu wiem na kogo oddam głos w najbliższą niedzielę. Mam w tej sprawie wyrobione zdanie i już go nie zmienię. Uznałem jednak, ze warto poświęcić wieczór, żeby zobaczyć co mają nam do przekazania liderzy, a raczej liderki wyborczego wyścigu. Poza tym, mimo wszystko polityka wciąż mnie interesuje.

Niestety zamiast mocno reklamowanej rozmowy o Polsce obejrzeliśmy raczej kiepski sportowy pojedynek. W sporcie też tak bywa, że rywalizacja liderów tabeli na którą z niecierpliwieniem czekają kibice, okazuje się nudnym i pozbawionym emocji spektaklem. Zwłaszcza gdy obie drużyny grają na remis, a w meczu nie pada żadna bramka.

obrazek.627x0

PiS i Beata Szydło mogą być odrobinę bardziej zadowoleni. Zdecydowanie prowadząc w sondażach mogli na tej debacie sporo stracić. Gra na remis była więc całkiem zrozumiałą strategią. Platforma wręcz przeciwnie – dla odwrócenia kampanijnego trendu potrzebowała zdecydowanego zwycięstwa. Ewa Kopacz jednak albo nie potrafiła przeprowadzić decydującego ataku albo po prostu bała się zaryzykować i narazić na bolesną kontrę.

Fatalny był tez sam pomysł na debatę. Bierni dziennikarze ograniczający się do powtarzania pytań i mało miejsca na bezpośrednie starcie. Spece od marketingu chyba trochę tym razem przechytrzyli. Koncentrując się na tym żeby ułożyć debatę tak, aby przede wszystkim jej nie przegrać zapomnieli, że kibice przychodzą na mecz oczekują finezyjnych akcji i pięknych goli.

Wszyscy widzieli co z tego wyszło. Kiepska rozmowa z której nie mogą być zadowoleni ani jej uczestnicy, ani widzowie. Cóż gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. A może skorzysta czwarty, piaty i szósty. Remis liderów stwarza ogromna szansę mniejszym komitetom.

Dziś kolejna debata. Tym razem w szerszym gronie. Pozostali liderzy będą mieli okazję udowodnić, że wybór nie musi ograniczać się do Platformy i PiS-u. Będę za nich wszystkich trzymał kciuki.

Read Full Post »

%d blogerów lubi to: